Kowalstwo, kotlarstwo, handel końmi, wróżba i muzykanctwo to podstawowe źródła zarobkowania z którymi kojarzymy Romów. Oczywiście zarabiali na chleb na setki sposobów imając się różnych zawodów wykraczając poza utarty stereotyp. Dzisiaj, w Polsce, z tych tradycyjnych zawodów przetrwały wróżki i genialni nieraz muzycy. Fachy „metalowe” oraz handel końmi zanika. Rzemieślnicze umiejętności związane z kotlarstwem, dekarstwem, wytwórstwem narzędzi rolniczych i gospodarstwa domowego, z drewna, trzciny, wyrobem cegieł z gliny potrafią jeszcze utrzymać rodziny romskie w Rumunii, Bułgarii. Ale nawet w grupach zawodowych, w których profesje te praktykowane były od wieków, coraz częściej związek z nimi oddaje tylko nazwa własna tejże grupy – Nożari, Korytari, Aurari, Rudari, Sitari, Lingurari, Ursari, czy największa z nich Kelderari. Przemiany społeczne i ekonomiczne jakie nastąpiły w ostatnich kilkudziesięciu latach nieodwracalnie odebrały fach tysiącom ludzi, których egzystencja związana była z dostarczaniem produktów i usług wytwarzanych własnymi rękami, dostarczanymi szybko, zmyślnie, stosunkowo taniej, często z bezpośrednim dotarciem do klienta. Dziś pozostali rzemieślnicy artyści, ostatni Mohikanie, których towar coraz częściej znajduje swoich amatorów na festiwalach i targach prezentujących rzemiosła rzadkie, czy ginące.
Wizerunek „Cygana-kowala” jest jednym z najtrwalszym w kulturze nie-Romów. Najstarsze opisy Romów w Europie wymieniają kowalstwo jako częstą wśród nich profesję. Późne średniowiecze i dalsze lata ciągłych wojen jakie przetaczały się przez Europę tworzyło świetny rynek zbytu dla producentów i warsztatów naprawczych broni białej i w ogóle sprzętu wojennego. Większości z uczestników działań wojennych nie stać było na usługi wysoko płatnych specjalistów – płatnerzy. Trafiali do kuźni, często przenoszonych na wozach, wózkach czy wręcz plecach ich romskich właścicieli. W różnych relacjach z XVI, XVII i XVII szczególnie z Węgier i Imperium Osmańskiego kowale – Romowie odpowiadają za produkcję łańcuchów i kajdan i zakuwanie w nie jeńców, niewolników, galerników. Według niektórych badaczy (Mirga Andrzej, Mróz Lech, Cyganie – odmienność i nietolerancja, PWN, Warszawa 1994) mogło to być jednym z powodów tworzenia niekorzystnego wizerunku Roma/Cygana.
Klientami romskich kuźni byli rolnicy. Kowale wytwarzali naprawiali narzędzia rolnicze i w końcu podkuwali konie. W Polsce, w góralskich, karpackich wioskach właściwie zdominowali zawód. Cygan był synonimem kowala. Byli cenieni, a przede wszystkim ich usługi musiały być niedrogie. Uprzemysłowienie, wyparcie konia z gospodarki rolnej oraz fabryczna produkcja narzędzi podcięło podstawy ekonomicznej opłacalności. Dziś w rejonie, który stał „cygańskimi kowalami” nie pracuje już żadna romska kuźnia.
Pokrewnym – „metalowym” fachem zajmowali się w Polsce Kełderasze [Kelderari/Kalderash] oraz niektórzy z innych grup (np. Polska Roma), którzy przejęli kotlarski fach. Podstawą kotlarstwa był wyrób i bielenie (emaliowanie) miedzianych naczyń i kotłów dla gospodarstw domowych ale także dla przemysłu. W dwudziestoleciu międzywojennym Kełderasze dzięki swoim umiejętnościom szybko się wzbogacali. Długo jeszcze po wojnie, do lat osiemdziesiątych XX w. zapotrzebowanie na emaliowanie cyną kotłów w cukierniach, browarach, zakładach przetwórstwa było duże i pozwalało całkiem dobrze funkcjonować romskim rzemieślnikom pracującym na własną rękę, ale organizowanym także w spółdzielnie kotlarskie. W wielu domach wiszą jeszcze patelnie, często miedziane, pocynowane – jednak częściej już jako zabytek jakim stało się romskie rzemiosło metalowe.
Tylko koni, koni żal – jakże często spotykamy w prasie ten tytuł jeśli rzecz tyczy Romów. Rzeczywiście związek niektórych grup (wędrownych) z tym zwierzęciem był na poły mistyczny i związany nakazami tabuicznymi. Koń był towarzyszem oraz koniecznym-podstawowym elementem wędrówki. Stąd dbałość i znajomość natury i biologii konia. Umiejętności, które przez wiele lat Romowie wykorzystywali w handlu końmi. Zajęciu traktowanemu niejednokrotnie z „szalbierskim” zacięciem. Dla Romów z grupy Lowara handel końmi na przełomie XIX i XX wieku był podstawowym źródłem zarobków. Romowie Polska Roma traktowali ten fach dorywczo. Podstawą opłacalności handlu końmi były różnice w cenie w różnych regionach kraju. Tanio kupowano konie na wschodzie Polesiu, Podlasiu i sprzedawano drogo np. w Wielkopolsce. Do tego często wykorzystywano „okazje”. Mając niemałą wiedzę weterynaryjną, Romowie skupowali konie chore, aby je wyleczyć i odsprzedać z zyskiem. Czasami jednak konie te były „podrasowane” tylko czasowo. Kupując starego, chorego konia, dzięki nielegalnym zabiegom, czasami udawało się sprzedać jako konia młodszego i w pełni sił.
Handel końmi upadł. Na rynku działa jeszcze kilku, kilkunastu handlarzy końmi, przede wszystkim na ubój. Niektórzy „bawią się” w konie mając je dla przyjemności, raczej nie dla zysku. W Europie, niektórzy Romowie nie porzucili koniarskiej profesji, kultywując jej tradycje. W Finlandii znane są romskie rodziny od pokoleń prowadzące zawodową hodowlę koni – kłusaków. Konie te wygrywają prestiżowe wyścigi tej dyscypliny. Angielscy Romowie prowadzą hodowle wierzchowców i koni zaprzęgowych, są też profesjonalnymi dżokejami.
Podobnie, profesją już tylko historyczną jest tresura zwierząt, przede wszystkim niedźwiedzi. „Cygan z niedźwiedziem” to kolejny topos obecności Romów w europejskiej kulturze. Wodziciel niedźwiedzia to jednocześnie artysta, rzemieślnik, ale i czarownik, którego obecność i panowanie nad „bestią” sprowadzało do wsi i miast rozrywkę, ale i ratunek za sprawą magii medycznej związanej z wiarą, jakoby niedźwiedź prowadzony przez obejście miał wypędzać choroby i złe moce.
Niedźwiednicy pojawiali się w całej Europie, jednak kolebką tego fachu były Karpaty. W Rumunii wykształciła się romska grupa zawodowa Ursari. Umiejętności tresury niedźwiedzi przekazywano z ojca na syna, chociaż na wcale licznych fotografiach widzimy, że wodzeniem niedźwiedzi parały się też kobiety. Zwierzę, pozyskiwane jako młode, stawało się narzędziem pracy i towarzyszem wędrówki. Pokazy z udziałem niedźwiedzia odbywały się na jarmarkach, odpustach i weselach, a ich forma (często łączona z muzykowaniem) podporządkowana była oczekiwaniom nie-romskiej publiczności. Obok niedźwiedzi Romowie wykorzystywali również inne zwierzęta: małpy, psy, kozy, ptaki. Były one elementem podobnej ekonomii widowiska – zajęcia doraźnego związanego z wędrówką.
Zanik zawodu nastąpił w drugiej połowie XX w. wraz z rozpowszechnianiem się świadomości dotyczącej cierpienia zwierząt oraz rozwojowi prawodawstwa o ochronie zwierząt, politykami krajów bloku wschodniego zakazujących wędrówek, oraz stopniowemu zanikaniu nomadyzmu Romów w krajach Europy zachodniej. Dla Ursarów oznaczało to utratę nie tylko źródła utrzymania, ale i podstawy tożsamości zawodowej. Nieliczni Romowie niedźwiednicy na początku XXI w. funkcjonowali jeszcze w Rumunii i Bułgarii. Formalny kres niedźwiednictwu w tych krajach położyło przystąpienie w 2007 r. do Unii Europejskiej.
Od kiedy Romowie zaistnieli w świadomości Europejczyków towarzyszyła im fama czarowników i przepowiadaczy przyszłości. „Cygańska wróżka – prawdę ci powie” – i znajduje wielu chętnych, którzy prawdę tę chcą poznać. Nie wiemy czy te szczególne umiejętności wywodzą się jeszcze z Indii? Nawet jeśli, to wątpliwe jest aby wróżby indyjskie były tymi samymi, które praktykowane są w Europie. Prawdopodobnie, Romowie zajęli się tą specjalnością dopiero w Bizancjum rozbudowując praktyki magiczne pod wpływem miejscowych postpogańskich tradycji południowej słowiańszczyzny i wierzeń ludów rumuńskich. Od początku, co z pewnością było również jedną z przyczyn zajęcia się tym fachem, istniało duże zapotrzebowanie na usługi wróżek. Z drugiej strony była to dziedzina niebezpieczna, a oskarżanie o kontakty z diabłem i siłami nieczystymi powszechne. Nie przeszkodziło to jednak w specjalizacji zawodowej praktykowanej do dnia dzisiejszego.
Wróżba należy wyłącznie do kobiet. W grupie Polska Roma przez dziesiątki lat była jedynym źródłem utrzymania rodziny. Od talentu wróżbiarskiego wspartego umiejętnością „organizacji” jedzenia – przysłowiowej „cygańskiej kury”, zależała egzystencja wielodzietnej przeważnie rodziny. Z talentu wróżbiarskiego znane były kobiety z grupy Kełderasza – i mimo niechęci do związków mieszanych – międzygrupowych, były pożądanymi kandydatkami na żonę dla mężczyzn Polska Roma.
Podstawowym sposobem wróżby jest chiromancja (wróżba z ręki) i kartomancja (wróżba z kart). Rzadziej spotykana jest wróżba z kuli kryształowej (w Stanach Zjednoczonych istnieją wyspecjalizowane gabinety cygańskich wróżek, lub za takowe się podających), z fusów herbaty, kawy, z wirującej w szklance wody, ze źrenic i inne. Sposób jednak wydaję się drugorzędny. Ważniejszy jest sposób osiągnięcia celu – zapłata usatysfakcjonowanego klienta. Należy też podkreślić, że Romowie z zasady sobie nie wróżą. Wynika to z przekonania o niebezpieczeństwie kontaktowania się z duchami, które często biorą udział we wróżbie, a także z wiary, że przyszłość powinna zostać nieodgadniona, jako sfera zależna od Woli Boskiej. Przewidywanie przyszłości może być także niebezpieczne, gdyż w jego udziale mogą brać udział duchy zmarłych, Których raczej nie należy przywoływać. Wróżba komercyjna „zadawanie ziela” zarezerwowane jest dla naiwnych nie-Romów.
Kiedy myślimy o kulturze romskiej najczęściej myślimy o muzyce wykonywanej przez Romów. Charakterystyczny, porywający rytm i przede wszystkim melodyjność. Romscy muzycy od zawsze towarzyszyli ślubom, pogrzebom i wszelkim innym uroczystościom, na których nie-Romowie potrzebowali muzyki. Romowie grali na wiejskich zabawach i królewskich balach.
Jednym z powodów migracji hipotetycznych przodków Romów, indyjskiego ludu Luri, było zapotrzebowanie na ich talent muzyczny. Perski władca Mahmud z Ghazny nakazał sprowadzenie biegłych muzyków „sto setek Luri obojga płci”, którzy mieli uprzyjemniać pracę na roli jego poddanym. Otrzymali ziemię, ziarno na zasiew i woły. Za to mieli przygrywać rolnikom Mahmuda. Jednak Luri zjedli ziarno i woły i po roku zjawili się przed obliczem władcy bez dobytku i „z licem pożółkłym”. Mahmud nakazał im objuczyć osły (których widocznie nie zjedli) i ruszyć w drogę. Od tej pory wędrują po świecie a „pies i wilk jest im podróży towarzyszem – nocleg na drogach i cichaczem złodziejstwo” (Ferdousi Abolqasem, Księga królewska, PIW, Warszawa 1981). Z tej opowieści wynika jeszcze jedna nauka – Romowie, tak jak ich ewentualni przodkowie Luri zawsze byli muzykami „do wynajęcia”. Ich niewątpliwy talent muzyczny wykorzystywany był w większości przypadków dla celów zarobkowych. Grali muzykę dla zleceniodawcy i najczęściej była to muzyka odpowiadająca gustom nie-romskiego odbiorcy, wzbogacona talentem twórcy. Jednak twórcy, ponieważ twórczy wkład był zbyt wyraźny, aby można nazwać tę muzykę tylko odtwórczą.
Muzyka grana przez Romów jest tak różna, jak jej wykonawcy. Inspiracje czerpią z wielu źródeł, stając się często wirtuozami muzyki kraju, który zamieszkują. Dzisiejsza muzyka grana przez Romów to amalgamat rytmów i melodii bałkańskich, węgierskich czardaszy i przede wszystkim rosyjskich romansów. „Ta muzyka jest jak mocno splecione palce obu dłoni, romskiej i rosyjskiej. Jedna bez drugiej nie jest już tym samym i nie ma już tej mocy” twierdzi Nadieżda Bieługina twórczyni szkoły artystycznej dla dzieci romskich w Moskwie. Muzyka rosyjskich Romów na długie lata utrwaliła romans rosyjski jako wzorzec romskiej twórczości. Dzięki twórczości nie-romskiego artysty Gorana Bregowica świat odkrył muzykę Romów Bałkanów. Muzyka ta zatoczyła krąg, od słowiańskich korzeni, przez romską interpretację do nowoczesnej wieloetnicznej muzyki nurtu World Music.
Dokonania romskich muzyków w Polsce również bazowały na rosyjskim romansie. Jego pozycję budowaną przez lokalne cygańskie orkiestry „weselne” ugruntowały estradowe zespoły „Roma”, „Terno” i ich soliści Randia, Michaj Burano, Sylwester Masio Kwiek. Dzisiaj dobrze znane już melodie o estetykę disco-polo „wzbogacają” Wasyl Szmidt i jego zespół „Don Wasyl i Roma”, Bogdan Trojanek z zespołem Terne Roma, czy artysta młodego pokolenia, coraz popularniejszy Angelo Ciureja i jego “Cygański Zespół Romano Drom”. Cechą konstytutywną większości tych „produkcji” jest służebny charakter wobec odbiorcy. Jego gusta kształtują twórczość artystów romskich. Disco-polowy „sznyt” Don Wasyla, czy nowocześniejsze brzmienia i andaluzyjskie wpływy spod znaku „Gipsy Kings” w piosenkach jego syna Dżianiego. Zniknęły już właściwie małe orkiestry grające w Polsce „do kotleta”. Szeroką popularność dyskontowaną ilością sprzedanego nakładu płyty zdobywają profesjonalnie przygotowane projekty muzyczne w rodzaju Dżianiego, wsparte akcją promocyjną firm fonograficznych przekonanych o opłacalności przedsięwzięcia. Podobnie rozbłysła gwiazda Viki Gabor, młodej romskiej wokalistki, która popularność zdobyła dzięki występom w telewizyjnych programach typu Talent Show. Jej repertuar jest wypadkową współczesnych nurtów muzyki rozrywkowej, zupełnie oderwanych od romskich korzeni samej artystki. Dla polskich koneserów autentycznej muzyki wykonywanej przez prawdziwych i świadomych swojej tożsamości artystów pozostają zespoły „Perła i Bracia”, Teresa Mirga i Kałe Bała”, „Romani Bacht”, „Romano Iło” pod kierownictwem Łukasza Andrasza i jeszcze kilku solistów, których możemy usłyszeć raczej w wewnętrznym romskim obiegu, niż na ogólnodostępnych scenach i estradach.
Dzisiaj najpowszechniejszym zajęciem wśród polskich Romów jest handel. Dzięki rodzinnym powiązaniom z zagranicą zarabiają na sprowadzaniu używanych samochodów, handlu tekstyliami, meblami, dywanami oraz od wielu już lat starociami i antykami. Ich podstawy ekonomiczne budowane były jeszcze w okresie PRL-u, w warunkach reglamentacji i ograniczeń obrotu handlowego. Duży zysk przynosił czarnorynkowy handel walutami zagranicznym i złotem. Związani z tą „gałęzią” gospodarki są przede wszystkim Romowie z grup Polska Roma, Kełderaszy i Lowarów. Od zawsze przyzwyczajeni do samowystarczalności odnaleźli się w „nowej rzeczywistości ekonomicznej”. Wielu podbija nowe rynki i przestrzenie ekonomiczne. Handlują paliwami i są właścicielami stacji benzynowych, handlują złomem i metalami kolorowymi, inwestują w grunty, lokale i usługi (branża beauty czy gastronomia). Ale też coraz częściej kończą szkoły wyższe, zawodowe i zatrudniają się w branżach związanych z wykształceniem i kwalifikacjami, są inżynierami, nauczycielami, od ponad 20 lat w szkołach całej Polki pracuje ponad stu asystentów romskich.
Na tle całej populacji Romów polskich nie są oni jednak grupą dominującą. Większość polskich Romów nie ma stałego zatrudnienia – jeśli pracują – raczej tej pracy nie rejestrują. Do tej grupy zalicza się większość Romów Karpackich. Byli grupą ekonomicznie uzależnioną usługodawczym charakterem ich profesji (kowale, muzycy) od rolniczo-pasterskiej większości. W obliczu upadku zapotrzebowania na drobną wytwórczość rzemieślniczą i na niewykwalifikowaną siłę roboczą (np. tłuczenie kamieni na szosy) zdani są w swojej większości na pomoc społeczną i prace dorywcze.
Andrzej Grzymała-Kazłowski
Dokumentacja pochodzi ze zbiorów Andrzeja Grzymała-Kazłowskiego, z Muzeum Kultury Romów w Warszawie.
















Rozwój portalu tradycyjnej kultury romskiej E-Drom dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury














